dużo nowych wrażeń na mnie czekało w ten czas świąteczny... zabawy na dworze z piłką górowały ;)
chyba nie pisałam jeszcze, że uwialbiam trenować chodzenie po schodach (w górę i w dół) musiałam jednak wymieniać sparing-partnerów bo wymiękali szybko ;)
jak widać byłam dobrze przygotowana na śmingus-dyngus! a przy okazji bieganie w kaloszach po domu też było fajne!
każda zabawa jednak musi niestety się kiedyś skończyć ;(
odkryłam też moją pasję (zapewne chwilową ale wciąż pasję)! tzn. kulki! różne techniki trenowałam pod okiem dziadków...
ale i tak mistrzem kulek jest Bartuś! i to jego ciągnęłam za rękę najczęściej!
wreszczie wybraliśmy się z rodzicami do bałtowa, a w szczegoolnosci odwiedziliśmy zwierzyniec! fajne zwierzątka różne widziałam i bardzo mi się podobało...no może poza, jak na mnie, lekko przydługą przejażdzką po zwierzyńcu schoolbusem bo gorąco i głośno (jakiś pan trochę ryczał do mikrofonu, cóż, taka robota) ;) ale generalnie było fajnie i na pewno tam wrócimy!
a tu w drodze na święty krzyż! już kiedys tam byłam, ale nie pamiętam zbyt dużo więc pewnie wszystko przespałam ;)
tym razem jednak wspinałam się razem z tatą, a raczej na tacie ;) drogą królewską! to moja pierwsza przygoda na wycieczce 'górskiej'... trochę się zmęczyłam pod tą górę wchodząc ;) i zgłodniałam też, stąd mina na załączonym obrazku ;)